Państwo wyciąga rękę do biznesu – co zmieni ustawa o innowacyjności?

930

Przedsiębiorcy, inwestorzy, naukowcy – wszyscy mogą odetchnąć z ulgą. Prezydent Andrzej Duda podpisał ustawę o wspieraniu innowacyjności, która zniesie szereg barier w sektorach nauki i przedsiębiorstw.

Zyskać powinny na niej wszystkie zainteresowane strony, a także cierpiąca na innowacyjny niedowład Polska.

Kiedy 13 marca 2015 roku Bronisław Komorowski, były prezydent Polski, podkreślał, że droga do budowania konkurencyjnej gospodarki wiedzie przez innowacyjność i prezentował projekt ustawy, która miała wspierać przedstawicieli świata biznesu i nauki, pojawiły się obawy, że projekt jest jedynie elementem kampanii wyborczej. A przez to niekoniecznie musi zostać zrealizowany. Kolejne miesiące właśnie na to wskazywały – ustawa utknęła w sejmowych komisjach i wydawało się, że może nie wydostać się z nich aż do końca kadencji parlamentu.

Tak się jednak nie stało. Ustawa o innowacyjności ostatecznie została przyjęta 25 września. W głosowaniu nad nią wzięło udział 432 posłów, z których zdecydowana większość (282) poparło przyjęcie projektu (149 wstrzymało się od głosu, a tylko jeden był przeciw). Ustawę przyjął także Senat, a po złożeniu podpisaniu przez prezydenta Andrzeja Dudę – 19 października 2015 roku – zapadła decyzja, że nowe przepisy zaczną obowiązywać od 1 stycznia 2016 roku.

– Bardzo się cieszę, że udało się przyjąć tę ważną dla nauki i biznesu ustawę – mówiła po przyjęciu projektu przez Sejm prof. Lena Kolarska-Bobińska, minister nauki i szkolnictwa wyższego. – Innowacyjność polskich przedsiębiorstw jest nadal mniejsza niż w krajach zachodnich. Jeśli myślimy o nowoczesnej gospodarce, musimy postawić na nowatorską naukę i badania. Przed nami długa droga, ale nowe przepisy pozwolą na dogonienie europejskiej elity.

Co zmienia ustawa?

Podstawowym założeniem ustawy jest zniesienie przeszkód w rozwoju trzem grupom zawodowym: startującym przedsiębiorcom, naukowcom oraz inwestorom z funduszy wysokiego ryzyka, czyli venture kapitalistom. Jej efektem ma być przede wszystkim umożliwienie sprawnej komercjalizacji najbardziej perspektywicznych i przełomowych przedsięwzięć biznesowych.

Jedną z podstawowych rzeczy, które zmienia ustawa, jest zniesienie opodatkowania aportu własności intelektualnej i przemysłowej. To szczególnie korzystne rozwiązanie dla naukowców komercjalizujących swoje patenty. Oznacza bowiem, że wartość udziałów w spółce kapitałowej otrzymanych w zamian za własność intelektualną od 1 stycznia 2016 roku nie będzie wliczana do przychodu podmiotu komercjalizującego wyniki badań. W efekcie naukowiec-przedsiębiorca nie będzie musiał płacić państwu podatku od swoich udziałów, a jedynie od uzyskanych przychodów.

Zniesienie podwójnego opodatkowania korzystne jest również dla funduszy venture capital. Dziś większość z nich finansując nowe technologie, korzysta ze środków z budżetu państwa. Zniesienie podwójnej stawki podatkowej powinno natomiast zmotywować fundusze wysokiego ryzyka do bardziej aktywnego wspierania raczkujących firm przy pomocy kapitału własnego. Opiniując prezydencki projekt, Krajowa Izba Gospodarcza (KIG) podkreślała, że dotychczasowe regulacje podatkowe były jednymi z najbardziej niekorzystnych w Europie i skutecznie zniechęcały pojedynczych inwestorów do łączenia się w grupy inwestycyjne. W efekcie w Polsce nie powstała jeszcze profesjonalna sieć alokacji kapitału, które często funkcjonują w rozwiniętych zachodnich gospodarkach.

Istotną zmianą, którą wprowadza ustawa, jest również możliwość zaliczenia kosztów działalności badawczo-rozwojowej (B+R) do kosztów uzyskania przychodów w podatkach dochodowych. Dotyczy to prowadzenia badań naukowych oraz prac rozwojowych i nie jest uzależnione od ich wyniku. Efekt powinien być podobny jak w przypadku zniesienie podwójnego opodatkowania startujących przedsiębiorców i inwestorów wysokiego ryzyka – powinien zachęcić do prowadzenia działalności badawczej, która stoi u podstaw zdecydowanej większości innowacyjnych gospodarek.

Ustawa ma również przynieść korzyści uczelniom wyższym. Wprowadza bowiem przepisy upraszczające reguły rozporządzania majątkiem przez uczelnie, instytuty badawcze oraz instytuty Polskiej Akademii Nauk (PAN) – przede wszystkim nie będą musiały za każdym razem uzyskiwać zezwolenia Ministerstwa Skarbu Państwa na zakup, sprzedaż albo licencjonowanie elementów majątku. Ustawa ma także wesprzeć proces umiędzynarodowienia polskiego szkolnictwa wyższego – poprzez zniesienie z kształcących się w kraju obcokrajowców obowiązku posiadania zezwolenia na pracę – oraz wesprzeć młodych naukowców i zagranicznych specjalistów w prowadzeniu karier naukowych. To ma ułatwić przepis pozwalający na zatrudnienie na stanowiskach profesorów nadzwyczajnych i wizytujących doktorów z dwuletnim stażem naukowym lub znaczącymi osiągnięciami w pracy naukowej.

Co może na tym zyskać Polska?

W lipcu Ministerstwo Finansów zaopiniowało projekt ustawy, wyliczając, że wprowadzenie jej w życie może kosztować budżet państwa około 400 mln złotych. Długofalowe korzyści mogą być jednak znacznie większe. Projekt ma przede wszystkim ułatwić rozwój technologiczny kraju i pobudzić jego innowacyjność. Polska pod tym względem znajduje się w ogonie Europy – w tegorocznym Globalnym Rankingu Innowacyjności zajęła dopiero 45. miejsce. Wyżej uplasowały się m.in. Mołdawia, Bułgaria oraz Litwa.

Do unowocześnienia polskiej gospodarki potrzebna jest jednak nie tylko ustawa. Ona znosi jedynie część barier, przesuwając ciężar odpowiedzialności za innowacyjny sukces kraju w stronę przedsiębiorców, inwestorów i środowisk naukowych. W przyszłym roku przekonamy się, czy ci będą w stanie z otwartej dla nich furtki skorzystać.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz komentarz
Wpisz imię