Crowdfunding czyli społeczność inwestorów

1271

Chciałem napisać o finansowaniu pomysłów biznesowych przez banki, ale właściwie wziąć kredyt to żadna filozofia. A gdyby tak przekonać potencjalnych klientów, aby sami zasponsorowali powstanie produktów, które później kupią?

Kiedy w 2010 roku Apple wypuściło na rynek iPhona4 dwaj mieszkający w Nowym Jorku designerzy Tom Gerhardt i Dan Provost, postanowili stworzyć zabawny gadżet do smartfona. Chodziło o nie większy od długopisu uchwyt, spełniający rolę mocowania do statywu fotograficznego i biurkowej podstawki na telefon. Nie znali się na biznesie, ale wiedzieli że ich gadżet jest prosty, fajny, słowem innowacyjny.

Zwykle, kiedy ktoś chce stworzyć produkt (zwłaszcza akcesoria do elektroniki) musi albo być dużą firmą, albo sprzedać swój pomysł komuś innemu. Po długich przemyśleniach autorzy postanowili oddać los swojego pomysłu w ręce tysięcy ludzi. Ruszyli z kampanią w serwisie Kickstarter, umożliwiającym sfinansowanie różnych pomysłów biznesowych przez internetową widownię. Gerhard i Provost potrzebowali 5 tys. dolarów aby zamówić pierwszą partię uchwytu o nazwie Glif. Fajny film i prostota gadżetu uwiodła tak publikę, że miesiąc zebrali 137 tys. dolarów, a zamówiono ponad 5 tys. urządzeń.

Tom Gerhardt i Dan Provost wywiadzie dla „The Economist” powiedzieli, że w ciągu 30 dni finansowania projektu w serwisie Kickstarter przeszli wszystkie możliwe etapy budowania biznesu, włącznie z ustanowieniem oddzielnej spółki do zarządzania finansami.

Dzięki takim niesamowitym historiom przybywa początkujących przedsiębiorców, którzy szukają finansowania na portalach internetowych łączących twórców ze społecznością ludzi chętnych do pomocy w realizacji pomysłów. Tylko w 2013 roku 3 mln użytkowników Kickstartera zadeklarowało wsparcie różnych projektów kwotą 480 mln dolarów. Sfinansowali m.in budowę śmigłowca napędzanego siłą ludzkich mięśni, a także projekt edukacyjny – zabawki Goldieblox, mające na celu zainteresować dziewczynki zabawami w inżyniera.

– Pomysł tego serwisu pokazał nam że łatwiej, za pośrednictwem Internetu, nakłonić dziesięć tysięcy ludzi do rozstania się ze studolarówką, uzyskując milion, niż namówić dziesięciu inwestorów do wyłożenia po sto tysięcy – twierdzi Hubert Taler, jeden z autorów technologicznego bloga Spider’s Web.

Finansowanie społecznościowe robi furorę. Udowadnia, że w sieci zawsze można znaleźć kogoś kto zechce wesprzeć powstanie nawet najbardziej niszowego produktu. Zazwyczaj “inwestorzy” nie zostają udziałowcami w ewentualnych zyskach projektu, lecz otrzymują wyłącznie obiecane w projekcie dobra, czyli najczęściej gotowy produkt. Trzeba przygotować więc biznesplan, wycenić ile potrzebujemy pieniędzy na jego zrealizowanie, a na końcu umieć dobrze to wszystko pokazać.

Na Kickstarterze nie brakuje polskich projektów, a sam serwis ma też sporo naśladowców na świecie. W Polsce powstały np. Wspieramto.pl oraz Crowdangels.pl. Na razie mogą się pochwalić zrealizowanym przedsięwzięciami o wartości maksymalnie 20 tys. złotych. To filmy historyczne, wideoclipy czy książki o finansowaniu własnej emerytury – co najważniejsze, które zapewne nigdy by nie powstały, gdyby autor szukał pieniędzy w banku.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz komentarz
Wpisz imię