Cmentarzysko samochodów

zdjecie autora | zdjęcie autora - Grzegorz - opuszczone.net

Grzegorz odwiedza opuszczone, zapomniane miejsca i dokumentuje je na zdjęciach, które publikuje na swoim blogu. Woli pozostać anonimowy.

Cmentarzysko samochodów – zapomniana kolekcja samochodów

Na zapomnianej działce w podwarszawskim Grodzisku Mazowieckim znaleźć można kilkadziesiąt zardzewiałych i zaniedbanych legend motoryzacji. Tylko tyle pozostało z jednej z największych i najdroższych prywatnych kolekcji samochodów w Polsce i na świecie. Jej początek można datować krótko po zakończeniu II wojny światowej. Auta należały do kolekcjonera, którego życie do dziś owiane jest legendą. Tadeusz Tabencki, bo tak nazywał się miłośnik tych wyjątkowych samochodów, był urzędnikiem Ministerstwa Transportu oraz funkcjonariuszem Urzędu Bezpieczeństwa w czasach PRL. Większość klasyków pozyskał w nie do końca legalny i nieoficjalny sposób. Jedna z teorii sugeruje, że Tabencki był odpowiedzialny za odzyskiwanie samochodów zrabowanych w czasie wojny przez III Rzeszę. Szerokie uprawnienia, które uzyskał, sprawiły, że kolekcja latami się rozrastała, aż w czasach świetności znajdowało się w niej nawet około 300 samochodów i 200 motocykli. Wśród aut miały znajdować się między innymi Mercedes 540 K, Opel GT, należący wcześniej do Andrzeja Jaroszewicza, Maybach Zeppelin, Porsche należące wcześniej do Maryli Rodowicz, Plymouth Romana Polańskiego czy Renault Fregata z 1952 roku należące do premiera Cyrankiewicza, a nawet kilka modeli Bugatti i Mercedes Grosser używany przez Goeringa. Część spośród aut o największej wartości Tabencki sprzedał na Zachodzie jeszcze w latach 60. Jedna z legend głosi, że oprócz działek w Grodzisku Mazowieckim, pan Tadeusz posiadał także kilka garaży w Warszawie, w których rzekomo do dzisiaj mają znajdować się zapomniane przez wszystkich klasyki. Czy to prawda? Nie wiadomo.

W latach 80. nad potężną kolekcją zaczęły zbierać się czarne chmury, gdyż zbiorem zainteresowali się złodzieje. Potrafili przychodzić co noc i grozić właścicielowi śmiercią, rozkradając różne elementy czy nawet wyprowadzać z garaży kompletne auta. W tych stojących pod gołym niebem właściciel odkręcał koła, żeby utrudnić złodziejom pracę. Planował również takie ustawienie aut na parkingu, żeby nie dało się ich z niego wytoczyć bez uruchamiana silnika.

Tadeusz Tabencki zmarł w 1989 roku, jednak okoliczności jego śmierci nie są znane. Nawet w dniu pogrzebu z działki skradziono kilka aut. Potem było już tylko gorzej. Syn właściciela niechętnie interesował się losami kolekcji, między innymi dlatego, że nie otrzymał prawa do spadku, a także przez wielokrotne groźby złodziei, kierowane również w jego stronę. Mówi się, że niektórzy złodzieje zostali wynajęci przez innych kolekcjonerów, także z zagranicy. Byli na tyle zdeterminowani, że według miejskiej legendy samochody po kradzieży były rozbierane, wywożone poza Polskę i składane dopiero na miejscu. Dzisiaj niewiele pozostało z niegdyś ogromnej kolekcji. W większości mocno zniszczone i zdekompletowane samochody kończą powoli swój żywot na zapomnianych i zarośniętych posesjach. Te auta, które miały szczęście stać przez lata w garażach lub w zadaszonym pawilonie są w trochę lepszym stanie, dotyczy to jednak tylko śladów korozji na ich karoseriach, bowiem nie wszystkie samochody Tabencki pozyskiwał w dobrym stanie. Niektóre z nich już wówczas były wrakami, a pan Tadeusz latami odbudowywał je i naprawiał, wkładając w to zadanie całe swoje serce i wiele godzin pracy.

W największym na terenie pawilonie, światło wpada jedynie przez oberwany kawałek dachu i przez okna z żółtych luksfer. Półmrok, połączony z małą ilością rozproszonego żółtego światła, nadaje temu pomieszczeniu niesamowitego klimatu. W jego wnętrzu tuż, za wejściem, stoją wciśnięte trzy auta. Jednym z nich jest czerwona Lancia, która należała kiedyś do włoskiego ambasadora. Przechodząc dalej do wspomnianego już wcześniej pomieszczenia, trafiamy na kilka kolejnych samochodów. Najbardziej w oczy rzucają się żółty kabriolet MG i klasyczna linia czerwonego Porsche 911. Takie auto także dzisiaj jest obiektem westchnień wielu miłośników motoryzacji. Znajduje się tu też m.in. biała Warszawa i rzadko spotykana francuska Matra. Kiedyś można było tutaj też doliczyć się setek motocykli, które stałe wciśnięte pomiędzy samochody. Wychodząc na zewnątrz i chcąc dostać się do niektórych aut musimy przedzierać się przez wysokie zarośla lub 1,5 metrowe pokrzywy. Cmentarzysko w każdej porze roku ma swój niezaprzeczalny urok, ale najwięcej wczesną wiosną lub jesienią, gdy liście jeszcze się nie pojawiły lub dopiero co opadły.

Tadeusz Tabencki planował stworzyć coś w rodzaju muzeum motoryzacji, jednak te ambitne plany z różnych powodów nie doszły do skutku. Na posesjach oprócz wiat i garaży znajdują się także domy. One także należały do kolekcjonera i przez jakiś czas w nich mieszkał. W jednym z nich posiadał także zbiór kolejek elektrycznych. Na strychu prawdopodobnie miał ich setki, co plasowałoby go na drugim miejscu w europie wśród kolekcjonerów. Kilka z nich podobno należało do Goeringa i były warte nie mniej niż samochody stojące na zewnątrz. Domy miały być także pełne części zamiennych i akcesoriów samochodowych. Jednak podobnie jak modele kolejek, one też zostały skradzione.

Ponownie wychodząc na podwórze, przechadzając się pomiędzy wszystkimi tymi samochodami ma się niezwykłe wrażenie, że każdy z nich opowiada swoją długą i barwną historię, która niestety zakończyła się wiele lat temu, kiedy to po raz ostatni wjechały na działkę kolekcjonera. Trudno było przewidzieć, że ich ostatni przejechany kilometr będzie prowadził właśnie tutaj i że koniec historii nie będzie taki, jaki wyśnił dla nich kolekcjoner. Dzisiaj wielu samochodów praktycznie nie da się rozpoznać, głównie z powodu grabieży na ogromną skalę, ale również wskutek warunków atmosferycznych. Każda kolejna zima coraz bardziej przeobraża auta w przerdzewiałe resztki walające się w zaroślach. Znaleźć można tam takie klasyki jak Citroen DS, Rambler, Buick, wspomniane już wcześniej Renault Fregata, Morris, Mercedes, BMW, Volvo czy Opel. W kolekcji znajdowało się też wiele popularnych w tamtych latach samochodów, jak Warszawy, Syreny czy Maluchy. Całość sprawia niesamowite wrażenie jedynego w swoim rodzaju cmentarzyska samochodów, które nie wyjechały z tej posesji od ponad trzydziestu lat. Wizyta na zapomnianych i zarośniętych działkach pełnych zniszczonych samochodów jest podróżą w historię motoryzacji. W większości są to samochody, które w latach swojej świetności były królami szos i obiektami marzeń, niektóre z nich nadal są niezwykle rzadko spotykanymi motoryzacyjnymi perełkami.

Zdjęcia należą do autora strony opuszczone.net. Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, powielanie i wykorzystywanie zdjęć bez zgody autora zabronione.

POWRÓT ODKRYJ KOLEJNE >