Ruiny kościoła w Żeliszowie

zdjęcie autora - Grzegorz - opuszczone.net

Grzegorz prowadzi bloga opuszczone.net, odwiedza opuszczone, zapomniane miejsca i dokumentuje je na zdjęciach. Woli pozostać anonimowy.

Ruiny kościoła w Żeliszowie – opuszczona niemiecka świątynia

Dolny Śląsk jest wręcz upstrzony ruinami poniemieckich kościołów ewangelickich. W wielu podobnych wioskach można znaleźć mniejsze czy większe, gorzej lub lepiej zachowane zabytkowe budynki. Jadąc od strony Karkonoszy w stronę Bolesławca mijamy drogowskaz kierujący do wsi Żeliszów. Podążając za tą wskazówką po kilku czy kilkunastu kilometrach docieramy do wspomnianej wsi, która nie wyróżnia się z całej okolicy czy nawet całego terenu dołączonego do Polski po zakończeniu II wojny światowej. Możemy szybko przejechać przez wioskę główną drogą, ale znacznie ciekawiej będzie zwolnić i pomiędzy wiejskimi zabudowaniami i drzewami spróbować wypatrzeć zniszczoną kościelną dzwonnicę. Obierając ją za cel swojej wycieczki z każdym metrem wąskiej uliczki będziemy widzieć więcej. W końcu uda nam się dojrzeć świątynię, różniącą się od innych — owalny budynek z zamurowanymi oknami. To właśnie jeden z dawnych kościołów.

Jak wiele innych, ten również swoje najlepsze lata ma już za sobą i z zewnątrz nie wygląda wyjątkowo. Co ciekawe, nie charakteryzuje go żaden ze znanych stylów architektonicznych. Możemy pomyśleć, że to kolejna nieciekawa i nic nowego niewnosząca ruina, odjechać i zapomnieć. Jednak mijając go, nie zaglądając do środka i uznając, że na pewno nic interesującego tam nie ma, popełnimy ogromny błąd. W tym miejscu warto przytoczyć historię tego obiektu. Kościół został wzniesiony według projektu przypisywanego architektowi Carlowi Gotthardowi Langhansowi, twórcy m.in. Bramy Brandenburskiej w Berlinie. Niektórzy historycy sztuki projekt przypisują jednak budowniczemu Grundmannowi. Powstał w latach 1796 do 1797 na planie elipsy o rozmiarach około 20×30 metrów. W 1872 do kościoła dobudowano od strony południowo-wschodniej dzwonnicę z bolesławieckiego piaskowca, według projektu miejscowego architekta Petera Gansela.

Podchodząc bliżej można poczuć charakterystyczny zapach dawno nie użytkowanego i zniszczonego budynku, jednak nie zrażając się tym, zajrzyjmy do wspaniałego wnętrza. Wewnątrz uwagę przykuwa eliptyczny kształt budowli i bogato zdobione jednonawowe wnętrze otoczone drewnianymi emporami. Nad całością góruje pozbawiona ozdób, nieco dziurawa kopuła oparta na konstrukcji empor w postaci okrągłych kolumn. Dwie kondygnacje galerii otoczone są przez pełne drewniane balustrady. Na wyższe poziomy można dostać się dzięki schodom, w większości trzymające się już tylko na “słowo honoru”, głównie z powodu spróchniałego drewna, z którego zostały wykonane. Docierając na wyższe kondygnacje można doświadczyć pewnego rodzaju zaniepokojenia spowodowanego odgłosem własnych kroków i stanem podłogi,  której miejscami w zasadzie brakuje. Przy sprzyjających warunkach, jeśli znaleźliśmy się tam o odpowiedniej porze dnia, mogliśmy trafić na promienie słoneczne wdzierające się do środka przez dziurawy dach i okna na wyższych kondygnacjach, rozjaśniające nieco mroczne wnętrze. Nawet dziś możemy dostrzec wiele wyjątkowych, prawdopodobnie ręcznie wykonanych zdobień.

Przeglądając zdjęcia z lat 20. XX wieku, czyli z czasów świetności obiektu, kiedy to jeszcze znajdował się na terenie Niemiec, a dzisiejszy Żeliszów nazywał się Giersdorf, możemy dostrzec piękno wnętrza w dobrym stanie i pełnym wyposażeniu. Wiele z elementów niestety nie zachowało się do dzisiaj, jak np. ławki, organy, ambona, płaskorzeźby, ołtarz czy wielkie kryształowe żyrandole podwieszone w różnych miejscach okazałej kopuły. W świątyni znajdowały się białe podłogi oraz miejsca siedzące na dwóch okazałych balkonach, na których mogło pomieścić się aż 4 tysiące wiernych. Na szczycie dobudowanej prawie sto lat po kościele dzwonnicy znajdowało się jeszcze zwieńczenie, po którym także nie ma już śladu. Przy kościele mieścił się także mały cmentarz, którego resztki zachowały się do dzisiaj.

Obecnie trudno uwierzyć, że wiele lat temu kościół był urządzony z przepychem równym wielu pałacom. Po wyjeździe Niemców z tych terenów, a także nielicznych pozostałych tu po II wojnie światowej Rosjan, przesiedleni zza Bugu Polacy niestety nie byli zainteresowani obiektem. Mogło to być spowodowane niechęcią do wszystkiego co niemieckie i poczuciem tymczasowości pobytu na tych terenach. Drugim powodem prawdopodobnie było to, że we wsi znajdował się też drugi, katolicki kościół, więc ten, ewangelicki,  prawdopodobnie był czymś obcym i nienaturalnym. Od tego czasu stan świątyni stale się pogarsza, co jest wynikiem działalności ludzi, którzy prawdopodobnie nieświadomi wartości historycznej miejsca przez lata je niszczyli, np. urządzając w środku magazyn lub owczarnie, a z kościelnych desek budując gołębniki. Bardzo wyniszczające są też czynniki atmosferyczne i brak konserwacji. Budowla, będąca w doskonałym stanie tuż po wojnie, niszczała stopniowo przez ponad pół wieku.

Świątynia, która kiedyś była ozdobą wsi, przez lata stała się czymś jedynym w swoim rodzaju, czymś pięknym i zapierającym dech w piersiach mimo upływu lat i ulotnienia się jej pierwotnego piękna. Zniszczona i bardzo mocno nadgryziona zębem czasu wywołuje piorunujące wrażenie na każdym, kto znajdzie się w jej wnętrzu. Pewnie dlatego kościół od wielu lat jest bardzo częstym celem wypraw miłośników nietypowego zwiedzania z całej Polski, a nawet Europy. Ściągali tam niejednokrotnie fotografowie i filmowcy, a niektórzy nawet organizowali tam sobie niecodzienne sesje ślubne.

Niezwykłe, drewniane kolumny otaczające budowle i monumentalne wnętrze sprawiają, że po wyjściu już nigdy w życiu nie zapomnimy tego niesamowitego i niepowtarzalnego klimatu. Nadchodzące lata prawdopodobnie byłyby ostatnimi dla tego obiektu, ale jakiś czas temu kościołem zainteresowała się pewna fundacja, która planuje jego odbudowę. Wielu miłośników niszczejących wnętrz może uznać działania mające na celu przywrócenie dawnej świetności za pozbawiające to miejsce tego “czegoś”, co zachęcało do przemierzania setek kilometrów i podjęcia ryzyka wspinaczki po spróchniałych galeriach. Zanim jednak uda się nadać budowli dawny szyk i blask, minie jeszcze wiele lat. Widok tak pięknej budowli w dobrym stanie na pewno będzie równie ciekawym widokiem, zwłaszcza dla osób, które miały okazje odwiedzić kościół w czasach jego powolnego niszczenia. Paradoksalnie to właśnie czas, który doprowadził świątynię do ruiny, okazał się czynnkim, który rozsławił ją jako najpiękniejszą ruinę w całym kraju. Może właśnie dzięki tej sławie kiedyś zagości tam dawny porządek.

Zdjęcia należą do autora strony opuszczone.net. Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, powielanie i wykorzystywanie zdjęć bez zgody autora zabronione.

POWRÓT ODKRYJ KOLEJNE >